|
Jak zdefiniować poezję? nie bardzo wiem, jak to zrobić, nie czuję się zbyt pewna.Można powiedzieć, że : „Poezja jest ekspresją piękna za pośrednictwem słów artystycznie powiązanych”. Ta definicja mogłaby mieć wartość dla słownika lub podręcznika, ale wydaje się mało przekonująca. Tak naprawdę wiemy, czym jest poezja. Wiemy to tak dobrze, że nie możemy jej zdefiniować za pomocą innych słów, jak nie potrafimy określić smaku kawy, koloru żółtego czy znaczenia gniewu, miłości, nienawiści. Poezja jest rozkoszą i namiętnością. Czymś, co ma wiele wspólnego z muzyką. Choćbyśmy nie potrafili jej poprawnie – na akademicki sposób – zdefiniować, to przecież wiemy, czym jest, tak jak wiemy, czym jest miłość, złość, nienawiść, wschód i zachód słońca, miłość do ojczyzny. I tak jak św. Augustyn doświadczamy czasu, nie potrafiąc podać jego definicji. Wszyscy wiedzą, gdzie znaleźć poezję. A kiedy się pojawia, czujemy muśnięcie poezji, ten szczególny dreszcz. Słowo poetyckie „ma wartość samo w sobie” i „jest jedyne”. Poeta wyzyskuje oczywiście jego podstawowe znaczenia, ale jednocześnie stara się to słowo udziwnić, nadać mu magiczną moc czy też wprowadzić je w krąg magii, w którym miało przebywać u swych źródeł, zanim nie stało się abstrakcją. Ta strona traktuje o poezji dobrej, ciekawej. Prezentujemy wiersze poetów z Klubu Promocji Poetyckich oraz poezje nadesłaną. Zapraszamy do lektury i współtworzenia witryny.
Spotkania miłośników poezji - zajęcia warsztatowe. Spotkania odbywają się w Miejskim Domu Kultury Batory raz w miesiącu (środa) godz. 17:00 Prowadzenie: red. Maciej Szczawiński
Miejski Dom Kultury Batory ul. Stefana Batorego 6 41-506 CHORZÓW tel.: (032) 2 460 060-3 tel./fax: (032) 2 463 937 mdk@mdk-batory.com.pl www.mdk-batory.com.pl Rozstrzygnięcie XVI Edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „Sprostać wierszem” I miejsce- Bogumiła Jęcek II miejsce - Maciej Kotłowski III miejsce - Czesław Markiewicz
Wyróżnienia: Hanna Dikta Zenon Dytko Karol Graczyk
Publikujemy wiersze laureatki p. Bogumiły Jęcek.
Dziewczyna przy zmywaniu Że właśnie teraz o tym myślę. Widzę siebie pod suknią. Jakby ktoś patrzył, jakby stał za mną. Jeszcze kilka talerzy i odwrócę się po nic; nagle. Edward Munch „Dziewczyna przy zmywaniu”, 1869
Dziecko na ulicy w A. Gdzieś jest za daleko. Dorośli zapominają.
Rozgościł się we mnie chłód i dystans. Myślałam, że wyjście jest na wyciągnięcie ręki, że śnieg zawsze topi się w słońcu. Podeszłam bardzo blisko- jeszcze wierzę. Śmieją się dzieci. Edward Munch „Ulica w Aspardstrand”, 1902 Bariera Zieleń wychodzi poza parkan ogrodu; odbija się w rzece brązem i udaje ziemię. Najlepiej widać to z mostu.
Mogę skoczyć w sam środek i stanąć pewnie, jak stoję na moście. Potem świecić białą suknią pod wodą w cudzym oknie. Edward Munch „Dziewczyny na moście”, 1894
Rozstrzygnięcie XV Edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego "Sprostać wierszem" I MIEJSCE
Natalia Zalesińska Staw „Górnik” /tryptyk/ Lubimy siedzieć i patrzeć w głąb stawu Virginia Woolf W roku 2008 Z ławeczek dla wędkarzy zarzucamy myśli w podwodne, głębokie życie. Zwierzenia, wydają się płynąć i marszczyć niby sukno, albo są flotyllą statków. W gąszczu sitowia opadają na dno, cięte ostrą trzciną. Środek wody odbija drzewa - coś fascynującego. Na powrót staję się dziewczynką i mogłabym chodzić po ich cieniach od brzegu do brzegu. A Łucja widzi czerwone karły. Może to pomyślenia, pozostawione przez innych? Nie, traci wzrok w słoneczne popołudnia. W roku 1970 mroźnie. lód skrzy pod łyżwami, stopy drętwieją. jakimś dziwnym sypie śniegiem. pęka tafla i jestem pod wodą. przez mgnienie poznaję życie lodowej księżniczki. ze wschodu nadciągają chłopcy w czerwonych szalikach. kręcą piruety. na dzień dobry dostaję drewnianego niedźwiedzia i słoik baszkirskiego miodu. świat podpatruję przez krę. aktywność bieli rozmienia go na drobne. W roku 1967 tak, uciekałam w las. na ścieżce opadłe igły sosny wbijały się w stopy. dalej czekała woda, zagarnęła chłodem. połyskliwe ryby, oniryczne moczarki owinęły nadgarstki. i nigdzie nie było motyli, nie było sprzeciwu. wyciągnął za kołnierz na brzeg, tam czekało słońce. Ikonografia Wieża z kości, trzy okna i miecz, i blada twarz kobiety - patronki dobrej śmierci. Ceglany szyb, omszałe wzgórze, wysypisko przy zardzewiałych torach. Wszyscy są nadzy w małych świętach. Dwoje leży na wózku do ładowania węgla. Odrosną w rdzeniu drzewa co teraz im służy za podpórkę pod głowy. Z roku na rok, ona nad nimi z kielichem w ręku, wysoka jak wieża. Namalował ją Erwin Sówka - tako Barbara mi się chciało mieć. Bo czasem ta Barbara to była moja żona. Naga, w czerwonych koralach. przesilenie
wszystko jest inne? a może tylko się odbarwia - patrzymy za cieniem, za drzewem. coś majaczy, oślepia i spada światło. musimy być zimni i nigdy nie mówić - jest tak a tak, bo po co. otwieramy skórę ziemi i krzyczymy hej ty weź nas do siebie. pewnego skwarnego dnia przyjdą. --------------------------------------------------- codzienne wstrząsy i tamte tajemne kolebania. otwieranie szuflad nic nadzwyczajnego* umarli pukają od środka, wkładają palce w usta śpiących. czujesz to czujesz? od rana ubijają ziemię z której jestem. *chodzą chodniki pod naszą dzielnicą coraz głębiej, głębiej i dalej. II MIEJSCE Mirosława Pajewska ŁOWY nie wiadomo kiedy przyjdą ci, którzy zajmą nasze ciała nie wiadomo kiedy zabiorą nas z dziecinnego pokoju zakręci młynka kurz w kącie rzadki lśniących zgrzanych bucików mymy nasze kryjówki nie wiadomo kiedy zasłonią okno włosy wciągną nas pod podłogę mówią, że już niedługo znajdą głowy MAŁE DOGVILLE Zostawili nas próbę, potem zabrali mapę, kolejkę, szyny, stacje, pociągi do świata, dziś przyjdą po krzesła. Próbowaliśmy wyjść, gdy wszystko zdawało się już być na swoim miejscu świat z widokiem na ogród, ogród z widokiem na dom, dom z widokiem na ściany. Trzymaliśmy się starego lwa, by nie rozszarpały nas młode. Wniesiono nas tu z meblami w kwiecie lotosu, stoły przykryto ogniem, przekroczyliśmy jak iskry wtapiając się w długie płaszcze, płonęły stosy okularów. Wystarczyło jedno popołudnie abyś wyjął palce z ran i zaparłam się trzykroć, stojąc na parapecie nie trafiliśmy do okien, cylinder zaciął się z króliczkami. Zostawili nas w środku, otoczyli kredowym kołem. Czasami udaje nam się zobaczyć sznurki mrówek, rano przypłyną wężyk krwi kwiecień 2007 TANIEC I MUZYKA Słyszę głosy z szafy grającej w ciepło zimno ze ścianą zwężającą się w naczynie krwionośne gram z sercem tłoczę się w środku pełne zatyczek uszy wieże z kości ruch skoczka królowa zamknięta na kłódki królewna spełza w dół po warkoczach sprężynki dwieście na minutę ruchy robaczkowe błyskawiczne zamki król w czapce niewidce gra ze mną szafa w kości otwarte wieże
III MIEJSCE Izabela Kawczyńska „Kazus” Drogi są ślepe. Krzyk znaczy krajobraz. Wołanie łowcy. Pieśń umarłego. Poruszenie w łonach saren. Nic nie jest równie oczywiste jak bezradność płodu, rozczulające jak naskórek myszy, ślepej i nagiej w dojrzewaniu słomy. To prawda; źrenice dziecka są srebrem. Łapy nornicy nie przyjdą dziś w nocy, nie zachroboczą u naszych okien. Jeż z długim nosem nie będzie węszyć i węszyć, jakby nie wiedział, że wszystko umarło. Umarłam. Śniłam siebie w basenie pełnym piasku i szkła. I była tam krew. To oczywiste. Nic nie jest równie bezradne. Przypadek? Sen o domu, który nigdy nie stanie się moim. Ale mógłby. Mógłby. „Olga” Rtęć pod paznokciami, nocne pulsowanie, fala za falą. Na przeciwległym budynku neonowe światło, zwinięte jak wąż, którego paszcza otwiera się, by ssać. Ulica jest uśpionym bogiem. Krew muli tętnice. Rzeka rdzy, która nie umie przestać płynąć. To przyjdzie, ale dzisiaj jesteś biała i czysta jak dziecko. Księżyc jak oko zwierzęcia. Zaraża kobiety szaleństwem. Napina srebrzysty brzuch, pozwalając, by posągowa bladość zalała pokój światłem. Masz ciało. Za jego sprawą dotyk przemienia się w polowanie. Potem będziesz jak moja matka, układać usta w zbolałe O, biadolić nad rozlanym mlekiem, ale teraz twój brzuch, który jest głodem. „Połów” Ciało kobiety udaje rzekę. Wąż, zdrajca, usnął z otwartym okiem. Owadom spuchły tęgie odwłoki. Samce cykady buszują w żyłach i kiedy płyną, wszystko jest śpiewem. Zapada senność. Łuszczy się niebo. Wewnątrz trwa północ i rzeka dojrzewa. Krew miota się w sieci jak płotka. Zwyczajna. Czerwonopłetwa.
Wyróżnienia: Zenon Dytko
INTELIGENCJA ITP. kupiłem sobie dodatek specjalny „ Wiedzy i Życia” pt.: „Inteligencja” wczoraj gdy kupowałem w automacie zakładowym „Kawę mocną” a potem „Cappuccino” doszedłem do wniosku że automat jest ‘ niezrównoważony emocjonalnie’ gdyż przy pierwszym napoju przelał jego zawartość a przy drugim za mało go nalał A.M mówi że „ ten automat tak ma” / widocznie jest tak zaprogramowany/ dziś czytam że właściwie nie wiadomo czym jest inteligencja i czym różni się inteligencja człowieka zwierząt i sztucznej inteligencji mnie się wydaje też że nie wiadomo czym jest życie emocjonalne którego autoamty ponoć nie posiadają co jest również dyskusyjne
ZAKOPANE, WRZESIEŃ 1980 r. byliśmy na wycieczce w kalsie maturalnej w Zakopanem mieszkaliśmy w schronisku stałem osamotniony odrzucony i nierozumiejący równieśników wyszedłe późnym wieczorem z owego schroniska na ulicę szedłem pustymi ulicami w całkowitej ciemności /nigdy dotychczas nie było tak ciemno w mym życiu/ była to gęsta ciemność kiedy później wyobrażałem sobie doskonałą czerń w ćwiczeniach dla poprawy wzroku to myślałem o tej właśnie nocy wyszedłem napić się pomarańczówki nigdy więcej wódka nie smakowała tak dobrze a ciemność nie była tak ciemna JESZCZE RAZ „ODYSEJA” słucham ostatnio „Odyseji” Homera z płyty i dochodzę do wniosku że nie mam dzielności ani mądrości Odysa nie dałem rady obronić swojego małżeństwa i może bym się nadawał być bardziej jednym z gachów Penelopy /była żona mówiła mi że jak będę mądry to mnie nigdy nie zostawi/ ale ona nie była wcale Penelopą więc nie ma tutaj tego patosu i wzniosłości bo życie uszyte jest na miarę
Grzegorz Chwieduk ***(powiało groźnym mrozem. mur...) powiało groźnym mrozem. mur coraz wyższy. niewytłumaczalny. stoję na rynku. milczę i myślę. zmusiłaś mnie do refleksji. a ty za moimi plecami. gładzisz miękkie włosy. masz zawsze rację. i nie marzniesz. *** (nie zdarzył się cud...) nie zdarzył się cud. musisz radzić sobie sama. noc. cisza kleista. obezwładniająca. wytężasz wszystkie siły żeby nie zasnąć. w powietrzu liczne pytania. jeszcze pachniesz złym Krzysiem. ***(zwykła niezwykła codzienność...) zwykła niezwykła codzienność. rodzinka w komplecie. Tomasz podnosi synka do góry. całuje żonę. przejawia entuzjazm. z jego twarzy nie znika uśmiech. w kuchni unosi się zapach parówek. woda się grzeje. miłość dojrzewa. Włodzimierz Szymczewski "zapach przykryty cukrem pudrem" na taborecie kubek mleka, bułka od Ceglarka i trzy, jeszcze ciepłe racuchy z kwiatami akacji - czas wstawać - te cholerne wrony za oknem nie dadzą spać, a proca nie dosięgnie najwyższych gałęzi. nie musiałem jej pytać - mama była już w pralni. nasłuchiwałem mruczenia "frani": w koło, wciąż w koło jak koń zaprzęgnięty do kieratu. uwielbiałem biegać między zawieszoną na sznurze bielą Dziś został tylko silnik - obraca choinkę, już nie mruczy. "fado babci Stanisławy" kiedy wyszedł nie wiedziała, że całował ją ostatni raz. nie może mnie zaskoczyć - powtarzała do końca swojego życia ścieliła łóżko, układała siwe włosy, każdego wieczora szeptała proste fado: "Ojcze nasz, który jesteś w niebie - przykryj go, proszę". "ostatnia stumetrówka Zbyszka C." peron; jest zawsze ktoś, kto płacze i ktoś, kto wskakuje w ostatniej chwili
Wrocław Główny ósmego stycznia dyżurny wraz ze świtem podnosi lizak wtedy jeszcze można było regulować zegarki dudni brukowana bieżnia; ślisko stoję dzisiaj na tym samym peronie już dobrze pół godziny po czasie dyżurny bawi się z kotem o imieniu Maciek |